Południowoamerykański napar dzieli się tylko z osobami, które się lubi. Gospodarz musi najpierw sam spróbować napoju, który pije się przez rurkę w wydrążonej tykwie. Potem raczą się nim kolejni goście. Po kilku „tykwach” yerby czujesz przypływ energii – opowiada nam Alejandra Zgliczyńska, Argentynka, która w Polsce uczy hiszpańskiego.
Jak fajka pokoju. Yerba mate to herbata z liści ostrokrzewiu paragwajskiego, popularna w Argentynie, Brazyli, Urugwaju i oczywiście samym Paragwaju, a obecnie modna na całym świecie. Można ją zamówić w niektórych kawiarniach czy pubach w Polsce, ale dla mieszkańców Ameryki Południowej to napój, który pije się w domu, wśród „swoich”. Do kawiarni chodzi się na kawę, bo mate jest na specjalne okazje. Jeżeli ktoś zaproponuje ci wspólne picie yerby, oznacza to, że ciepło o tobie myśli. Nic dziwnego, to niemalże intymne doświadczenie. Przecież yerba mate pijecie przez wspólną, drewnianą słomkę, z jednej tykwy. W Argentynie szefowie niechętnie patrzą na picie mate w pracy, bo to wprowadza zbyt intymną, poufałą atmosferę. Tradycja nakazuje, by poczęstować nią osobę, z którą się rozmawia. A więc jeśli pijesz ją na przykład w banku, w którym pracujesz, to obyczaj wymaga, byś poczęstowała klienta. Na co niekoniecznie możesz mieć ochotę…
Drewniane (z zielonego drewna Palo Santo) 50-100zł
Rurka (bombilla): 20- 50 zł
Yerba Mate ok. 30 zł za kilogram (np. uniwersalna Parajito Tradicional)
W saszetkach 10 zł za 25 saszetek o różnych smakach.
Dom.